Jordania - kraj, w którym da się nurkować, ale z doświadczenia wnioskuję, że nie wszyscy wiedzą gdzie on tak naprawdę się znajduje. Moda na nurkowanie Polaków jeszcze tam nie nastała, a jest to doskonała odskocznia od powszechnie odwiedzanego Morza Czerwonego w Egipcie, który jest marzeniem każdego początkującego nurka. Co bardziej wybredni - szukają coraz to bardziej wyszukanych miejsc do zanurzenia w Egipcie, natomiast mało kto myśli o wyjeździe do Jordanii - państwie również nad Morzem Czerwonym, które od lat już zaprasza amatorów podwodnego świata z całego globu. Wszechobecne jest „Ahlan Wa Sahlan" - „witamy". Reasumując: Wszyscy prędzej czy później nurkują w Egipcie, a kto nurkował bądź planuje nurkowanie w Jordanii?
Jordania leży na Półwyspie Arabskim i dostarcza nie mało atrakcji nurkowych. Obecny król Jordanii - Abd Allah II syn zmarłego Husajna - uwielbia wręcz nurkowanie. To dzięki niemu możemy oglądać pod wodą niesamowity wrak Cedar Pride oraz sławny już na całym świecie zatopiony czołg. Niewiadomo dlaczego Jordania jeszcze nie zyskała takiej popularności wśród nurków z Polski. Zapewne brak bezpośrednich przelolotów z Polski oraz koszty transferu z/na lotnisko były nieproporcjonalnie wyższe od odwiedzin Egiptu. Dzisiaj, bezpośrednie przeloty w Warszawy do Ammanu - stolicy Jordanii - zajmują mniej czasu niż przeloty do Hurghady. Mało kto wie, że Amman w 2006 roku okrzyknięty został jednym z najczystszych miast świata. Przebywając w Egipcie i patrząc na względnie słabe podejście Arabów do porządku ta wiadomość na początku była dla mnie szokująca i wręcz nie do przyjęcia. Muszę przyznać, że światopogląd zmieniłem w tej dziedinie. Myślę, że niebawem Jordania zostanie podbita przez nurkujących turystów z Polski chociażby dlatego, że w czerwcu 2007 roku miasto Petra zostało uznane za jeden z siedmiu cudów świata. Nie każdy kraj może się tym pochwalić, a dodatkowo od 2007 roku ruch turystyczny w Jordanii zwiększył się czterokrotnie, a dochód z turystyki przekroczył 4 miliardy dolarów.
Petra to najważniejszy ośrodek turystyczny Jordanii, miasto wykute w różowych skałach przez Nabatejczyków w III w. p.n.e.(lud arabski) - Ci, co widzieli mówią, że nie da się opisać, a tylko zdjęcia oddają klimat tego miejsca tylko w znikomym stopniu. Najcenniejszy skarb kultury narodowej Jordanii. Miasto przez wieki strzeżone było przez Beduinów, zostało na nowo odkryte dopiero w 1812 roku. Zazwyczaj jednodniowe wycieczki w to miejsce dają zarys wspaniałego dawnego miasta. Tak naprawdę można tam spędzić cały tydzień i napawać się kunsztem architektury. Obecnie to ruiny miasta znajdujące się w południowo-zachodniej części Jordanii. Petra położona jest w skalnej dolinie, a w zasadzie w kanionie, do której prowadzi jedna wąska droga wśród skał wąwozu As-Sik. Słynie z licznych budowli wykutych w skałach, a imponująca budowla zwana skarbcem robi tak ogromne wrażenie, że miejsce to zostało umieszczone na liście zabytków UNESCO. Kolory skał w niektórych miejscach są tak unikatowe, że jeszcze długo będę oglądał zdjęcia patrząc z niedowierzaniem jak matka natura może tworzyć takie cuda. To właśnie w Petrze nakręcano jeden z odcinków Indiana Jones.
Petra była niegdyś kwitnącym miastem żyjącym z handlu i opłat za przejazd krótszą drogą nad Morze Śródziemne. Chciwość ówczesnych mieszkańców stopniowo spowodowała upadek miasta, które obecnie znowu nabrało znaczenia i to światowego. Niegdyś ąyło tam czterdzieści tysięcy mieszkańców. Byłem już tam kilkakrotnie i nadal nie jestem wstanie pojąć gdzie tylu ludzi mogło tam się podziać. Naprawdę wielkie WOW!
To samo dotyczy pustyń Jordanii (około 80% powierzchni kraju), a w szczególności czerwonej pustyni Wadi Rum - od niezwykłego kształtu tutejszej skały pochodzi tytuł powieści słynnego T.E. Lawrance'a -"Siedem filarów mądrości". Kolory tej pustyni mienią się różem, czerwienią, pomarańczem, brązem, żółcią i złotem. Pamiętam jakby to było dziś rano, kiedy o zachodzie słońca poprosiłem kierowcę naszego jeepa podczas wycieczki na pustynię, aby zatrzymał się na chwilę gdyż zdawało mi się, że widzę kawałek złota na piasku. Minęła chwila, promienie słońca padły pod jeszcze ostrzejszym kontem i nagle cały piasek pustyni przede mną zaczął mienić się odblaskami koloru złota. Coś niesamowitego.
Jordania to jedno z najbardziej przyjaznych dla turystów państw Bliskiego Wschodu. Jordańczycy dumni z powodu swojej arabskiej kultury, z wielką przyjemnością zostaną naszymi przewodnikami i podzielą się tradycją i historią swojej ojczyzny. Ta mieszanka starożytności ze współczesnością w najlepszym wydaniu zdecydowanie różni się od kultury i charakteru kraju po przeciwległej stronie Zatoki Aqaba - Egiptu.
Dużo kontroli i policji turystycznej gwarantuje bezpieczeństwo turystom, chociaż i tak nikt nie patrzy na nich wrogo. Bardzo dobrze wszyscy zdają sobie sprawę, że turysta w ich kraju zaraz po królu jest najważniejszą osobą. Bez turystów w Jordanii nastałaby bieda i nędza.
Do niedawna Jordania miała zaledwie 6 km wybrzeża. W rezultacie negocjacji i handlu z Saudyjczykami udało im się uzyskać kilka kilometrów wybrzeża dodatkowo, a w zamian Arabii Saudyjskiej oddali część pustyni. W obecnej postaci Jordania ma już 24 km linii brzegowej natomiast ciekawe jest to, co zrobili Saudyjczycy ze wspomnianym kawałkiem pustyni otrzymanej od Jordanii. A mianowicie: wbili rurę w piach, zrobili odwiert i znaleźli, co? Oczywiście ropę naftową. Filozofia myślenia Jordańczyków jest z grubsza inna od każdego z nas. Otóż to, co usłyszałem w dyskusji z lokalesami jest zaskakujące, bowiem w odpowiedzi usłyszałem mniej więcej. "...a nie, nie myster, właśnie dobrze, że tą część pustyni oddaliśmy Saudyjczykom bo teraz Amerykanie wiedzą, że nie mamy ropy, jesteśmy biedni i nas nie zaatakują". Zostawiam to bez komentarza, ale przyznać trzeba, że daje to do myślenia.
Nurkować w Jordanii można w zasadzie tylko z Aqaby, miasta położonego nad zatoką o tej samej nazwie. Widać z niego Izrael i Egipt. Izrael leży dosłownie za przysłowiową miedzą, a z Egiptu oprócz drogi lądowej do Aqaby można dostać się szybkim promem kursującym z Taby. W czasach rzymskich biegła tu ważna droga z Damaszku do Egiptu i Palestyny. W Aqabie znajdują się fascynujące znaleziska, takie jak odkryty w 1998 roku najstarszy kościół świata z III wieku i XVI-wieczny fort mamelucki. Kilka godzin można spędzić w Muzeum Aqaby gdzie podziwiać można m.in. starodawne monety i porcelanę.
Można zwiedzić Petrę będąc w Egipcie, ale według mnie jest to zupełne nieporozumienie tłuc się przez dwie granice, aby zobaczyć w pośpiechu naprawdę niesamowite miejsce. Dużo lepszym rozwiązaniem jest po prostu zaplanować sobie wyjazd do Jordanii na nurkowanie i przy okazji zobaczyć Petrę, nie wspominając o innych atrakcjach turystycznych, które poniżej krótko opisuję:
Szobak - samotny zamek na skalistym wzgórzu wśród pustkowia. Swego czasu strzegł drogi między Egiptem, a Damaszkiem. Wieże i mury sa dobrze zachowane. Niestety wnętrze jest mocno zniszczone.
Kerak - wspaniała cytadela krzyżowców z XII wieku stojąca na szczycie wzgórza. Tam jest wspaniała panorama na okolice. W muzeum znajdują się przedmioty z różnych wykopalisk z okolic cytadeli.
Góra Nebo - wznosi się na końcu pasma górskiego nad Morzem Martwym. Zobaczymy tam wspaniały widok Morza Martwego i rzeki Jordan. To właśnie na tej grze Bóg ukazał Mojżeszowi całą Ziemią Obiecaną.
Madaba - słynie z mapy mozaikowej z VI wieku w kościele św. Jerzego. Jest tam także park archeologiczny z pozostałościami z kilku kościołów.
Umm Kajs - starożytne grecko-rzymskie miasto Gadara. Ruiny leża na wzgórzu skąd widać Jezioro Galilejskie i górę Golan. Miasto znane z Biblii. To właśnie tu Jezus uczynił cud przeganiając złe duchy z opętanych Gadareńczyków w pasąca się trzodę swiń.
Dżerdasz - prace wykopaliskowe w tym miejscu ukazały jedno z najlepiej zachowanych i najbardziej oryginalnych miast rzymskich na Środkowym Wschodzie. Wchodzimy do miasta przez Łuk Hadriana. Zobaczymy tam wiele atrakcji turystycznych łącznie z Teatrem, w którym jeszcze w dzisiejszych czasach odbywa się Festiwal Dżerdasz. Ruiny licznych kościołów bizantyjskich wspaniale wyglądają na zdjęciach robionych własnym aparatem, a oglądanych później w cieple własnego mieszkania.
Poniżej opisuję także to, co wszystkich nurków interesuje czyli jak wyglądają nurkowania, co można tam pod woda zobaczyć.
Być może niektórzy zderzyli się już z opinią, że w Jordanii jest nuda, lipa i nic nie ma pod wodą. Jako instruktor nurkowania, fascynat życia podwodnego, fotograf podwodny i człowiek, który skromnie mówiąc już kilka miejsc pod wodą w wielu miejscach świata zobaczył, chciałem obalić ten mit.
Podam przykłady z ostatnich nurkowań. Tu po raz pierwszy w życiu widziałem jak mureny w symbiozie ze skrzydlicami razem polowały. W tym, samym miejscu charakterystyczna ryba ang. Frog fish zżerała na moich oczach skrzydlice. Blisko portu jest miejsce zwane Power Station gdzie podczas rozładunku zwierząt ze statków spływają się chyba wszystkie gatunki rekinów Morza Czerwonego. To tak tytułem wstępu. Przejdę, zatem do szczegółów.
Bardzo polecam obejrzenie filmu, a w zasadzie reportażu o nurkowaniach w Aqabie zrobionego przy udziale sławnego reportera BBC Johna Mcintyre, który w swojej prezentacji nazwał to miejsce jednym z wielu najlepszych miejsc do nurkowania na świecie. Owszem, według mnie przesadził trochę z tym stwierdzeniem chyba, że miał na myśli, podwodne życie makro. Wówczas rzeczywiście trzeba przyznać rację. Naprawdę jest tu, co oglądać i fotografować.
W razie, czego odsyłam do www.johnmcintyre.tv. Film jest na tyle ciekawie zrobiony i zaprezentowany, że oglądając go od razu planujemy wyjazd do Jordanii. „Kto nie wierzy niechaj zmierzy" jak to mówią :-).
Kilka wypraw nurkowych do Aqaby sprawiło, że mam już jako takie pojęcie na temat atrakcyjności nurkowań w tym miejscu. Jak zawsze niektóre są mniej ciekawe, inne niesamowite. Wszystkie nurkowania odbywają się z brzegu, nie ma potrzeby wynłodzią aczkolwiek jest taka możliwość.
Kształt geologiczny rafy w okolicach Aqaby jest zgrubsza odmienny niż znanej już chyba wszystkim nurkom w Polsce rafy w Dahab (Egipt). Podczas gdy w Dahab rafa opada praktycznie pionowo w dół do kilkuset metrów, w Aqabie dno morskie opada dość łagodnie do głębokości 70-90 metrów. Dość łagodnie jest pojęciem względnym tak wiec faktycznie w niektórych miejscach dno opada szybciej natomiast nie mamy tam pionowych ścian ciągnących się w niebieskie czeluści. Tu potencjalny nurek techniczny myśli sobie pewnie „...pchi, to po co tam jechać". Otóż gigantyczny wrak dźwigu Taiyong leżący na głębokości od 40 do 66 metrów jest nie lada atrakcją i z pewnością gwarantuje atrakcyjne nurkowania głębokie. Wspomniany wrak można zaliczyć ;-) tylko dopływając łodzią nurkową.
Kilka miejsc nurkowych godnych polecenia:
Cazar Reef. Rafa znajduje się naprzeciwko pięciogwiazdkowej bazy nurkowej Padi - Sea Star. W tym miejscu piaszczysty kanion opada dość stromo do głębokości około 40 metrów. W prawo i lewo od niego rozpościera się rafa koralowa, która miejscami ma charakter tzw. ergów wystających z piaszczystego dna (kominy koralowe). Zazwyczaj w tym miejscu jest prąd podwodny. Natomiast, w którą stronę to zależy od pory dnia.
Kolejne miejsce to wspomniane Power Station. Miejsce odwiedzane raczej z pokładu łodzi. Rafa mało uczęszczana, a przez to prawie niezniszczona. Bardzo dużo korali miękkich. Dno opada dość łagodnie do głębokości około 50 metrów tak wiec każdy może znaleźć swój ulubiony kawałek. Natomiast ciekawostką jest to, że miejsce położone jest na pograniczu portu przeładunkowego. W marcu 2006 roku, kiedy tam nurkowałem był bardzo silny prąd w kierunku portu i przewodnik nie zdecydował się podpłynąć bliżej. Szkoda gdyż, w tym czasie odbywał się przeładunek kóz. Wielki statek z gigantyczną pięciopiętrową klatką wypełnianą kozami przypłynął do Aqaby. Zwierzęta schodziły trapami przez kilka dni z pokładu statku. Odchody i zdechłe zwierzęta podczas transportu zmywa się do wody tym samym powodując, że drapieżniki czasami z najdalszych zakątków Morza Czerwonego spływają zwabione zapachem padliny. W tym miejscu widuje się właśnie wiele gatunków rekinów.
Oliver's Canyon. To miejsce, które koniecznie musi być odwiedzone przez nurka w Jordanii, bowiem na głębokości około 7 metrów stoi amerykański czołg M40. Zdjęcia z nim wychodzą niesamowicie, a ilość organizmów żyjących wokół, ponad i w czołgu dosłownie przytłacza. Niejednokrotnie na czołgu znajduje się kilkanaście osób. Ryby przepłoszone na chwilę uciekają, po czym szybko wracają na swoje miejsca. Wytrwałym video filmowcom na pewno uda się sfilmować skrzydlice polujące na małe rybki i szare mureny, których nota bene w okolicach Aqaby jest „zatrzęsienie". Są miejsca gdzie z jednej dziury pod skałą wystaje 5-7 sztuk. Rafa w tym miejscu opada do głębokości 40 metrów. Spotkać tu można ang. Spanish Dancer czy kilka gatunków skorpen lub ang. stonefish.
Wrak "Cedar Pride" - oo jest przysłowiowy hit nurkowań w Aqabie.
Nurkowałem już na nim 8 razy, ale jeszcze nie raz chętnie tam wejdę do wody. Jest to libijski statek, na którego pokładzie swego czasu wybuchł pożar. Koszty ściągnięcia wraku do kraju macierzystego byłyby tak duże, iż armator postanowił dogadać się z królem Jordanii i zatopić go na miejscu. Tak też się stało. Wrak jest doskonały zarówno dla początkujących adeptów nurkowania jak i tych bardziej wymagających. Leży na lewej burcie. Prawa burta znajduje się na około 8-10 metrach głębokości, a lewa na 25-28 metrach. Wrak swego czasu leżał głębiej natomiast ruchy tektoniczne w wyniku trzęsienia ziemi przesunęły go nieco do góry. Cedar Pride leży na dwóch kawałkach rafy i mniej więcej na środowej części można przepłynąć pod lewą burtą. Wrak jest także doskonałym miejscem do penetracji, a flora i fauna wokół zapewni atrakcje dla najbardziej wymagających nurków.
Nieopodal na głębokości 33-37 metrów leży dawna boja cumownicza z wojskową łodzią patrolową. Boja ma wielkości około 10 metrów na 6 i tonąc pociągnęła za sobą wspomnianą łódź, która była do niej nieszczęśliwie zacumowana.
Japanese Garden. Jak sama nazwa wskazuje, ktoś nadał taką nazwę ze względu na bogactwo rafy koralowej. Rafa jest w zasadzie płaskim stołem gdzie bez kompasu lub przewodnika można bardzo szybko zabłądzić lub stracić kierunek gdzie brzeg, a gdzie otwarte morze. Na rafie żyje dużo ryb. Tu spotkałem też wspaniałą, olbrzymią, czerwoną Hiszpańskią Tancerkę (ang. Spanish Dancer). W tym miejscu można zanurkować wchodząc z brzegu, ale podpływając łodzią od strony morza można zwiedzić rzadziej odwiedzane skrawki rafy.
Innym ciekawym miejscem jest Kiwi Reef. Spotyka się tu ciekawe ryby ang. Leaf Fish i to kilka gatunków. Charakter miejsca nurkowego jest taki, iż w strefie przybrzeżnej morska trawa, jak na Morze Czerwone dość rzadko spotykana, porasta znaczne obszary do głębokości około 5-6 metrów. Później następuje jakby uskok i dno pod kontem około 45 stopni opada do około 40 metrów. W tym miejscu dno nie porasta jednostajna, kolorowa rafa, ale z piachu wystają jakby oazy rafowe. W Egipcie nazywają to „ERG". W tych właśnie kolumnach rafowych jest niezwykle bogate życie makro.
Cable Reef. Miejsce nazwane od kabla wychodzącego z dna morskiego, który zasila całą Jordanie w prąd elektryczny. Kabel został obudowany kamieniami i specjalną siatką. To wszystko zostało w mgnieniu oka zasiedlone przez żyjątka rafy koralowej. Myślę, że za następne 5 lat trudno będzie się zorientować, że on tam w ogóle jeszcze leży. Miejsce to znajduje się z strefie przybrzeżnej. Rafa ma sporo piaszczystych łach, na których spotkać można płaszczki. Dno dość szybko opada do głębokości 40 metrów. Przez obecność dużej ilości piaszczystych łach, zdjęcia na głębokości nawet 30 metrów, są dość jasne i doświetlone przez większą ilość światła odbijającego się od jasnego piasku na dnie.
Black Reef. Miejsce to zawdzięcza swoją nazwę od, niegdyś leżącego tu, wielkiego czarnego głazu. Kamienia niestety już nie ma. Rafa, z racji tego, że znajduje się przy ogólnodostępnej piaszczystej plaży, miejscami potrafi być dość mocno zaśmiecona. Niemniej jednak na nieznacznych głębokościach spotyka się ryby ang. Ghost fish. Ciekawostką dla mnie była olbrzymia strefa zielonych glonów porastająca dno do około 5 metrów głębokości.
Eel Canion. Nic dodać i nic odjąć z nazwy. W przeciwieństwie do powszechnie nadużywanych nazw, nie tylko w Egipcie, typu shark bay (zatoka rekinów), shark reef (rafa rekinów), czy shark point (miejsce rekinów) w tym miejscu faktycznie zobaczymy dużo muren (eel), o czym już wspominałem wcześniej. Szczególnie upodobały sobie okolice Aqaby mureny szare (ang. grey murey), które na zdjęciach wychodzą białe i tak też są zapamiętywane. Nawet po kilku latach u doświadczonych nurków słyszę często stwierdzenia: „a....ja zawsze myślałem, że ona się nazywa murena biała".
Wszystkich miejsc nurkowych w okolicy Aqaby jest ponad dwadzieścia. Żeby je zobaczyć trzeba by tu nurkować, co najmniej trzy tygodnie. Niektóre miejsca nurkowe znajdują się na tyle blisko granicy z Arabią Saudyjską, że potrzebne są specjalne pozwolenia na nurkowanie. Zresztą, nurkując w nocy, każde centrum nurkowe ma obowiązek zgłosić to granicznej jednostce wojskowej. Stało się tak za sprawą jednego incydentu, kiedy to kilku lokalnych nurków pod
wodą przepłynęło kilka kilometrów w nocy w stronę otwartego morza i tam dostali się na pokład statku, który miał wywieźć uciekinierów z Jordanii. Teraz każdy nurek wchodzący na nurkowanie nocne musi być zgłoszony wojsku. Jeszcze w grudniu 2007 roku, gdy wchodziliśmy do wody o zmroku podjechał do nas wojskowy pickup z wykierowanym karabinem maszynowym w naszym kierunku. Uczucie dość dziwne szczególnie dla przyjezdnych, którzy do wody wchodzą na rekreacje. Na szczęście nasz lokalny przewodnik szybko wyjaśnił: „...no jak to, przecież faxem wysłałem do centrali listę uczestników nurkowania nocnego". Wojskowi jakoś to przyjęli, ale wrażenie zostało dość głęboko wyryte w pamięci.
W okolicach Aqaby nie zobaczymy dużo dużych ryb pod woda. Natomiast bogate życie makro przyciąga tu fotografów podwodnych z najdalszych zakątków świata. Niezliczona ilości antaiasów (mała
pomarańczowa rybka zamieszkująca chyba wszystkie rafy koralowe Morza Czerwonego) powodują, że rafy wydają się być niesłychanie kolorowe i bogate w życie podwodne.
Faktycznie, są miejsca gdzie pod wodą spotkamy śmieci. Zazwyczaj w okolicach ogólnodostępnych plaż. Niemniej jednak władze lokalne w miarę szybko starają się uporać z problemem.
Dwa wraki i czołg M40, sprawiają, że tygodniowy wypad na nurkowania do Aqaby zapełni nam czas, a jak dodamy do naszego wyjazdu zwiedzanie kilku atrakcji na lądzie to nie ma możliwości, aby wrócić z jordańskich nurkowań niezadowolonym. Samo miasto Aqaba jest na tyle duże i atrakcyjne turystycznie,
że tydzień to zdecydowanie za mało, aby wszystko zobaczyć. Na pewno godny polecenia jest stary targ czy też bazar, plaża miejska, ruiny antycznego zamku, a przy nim gigantyczna flaga symbolizująca rewolucję arabską. Sama flaga ma około 20 metrów długości. Proszę sobie teraz wyobrazić, jaki wysoki musi być maszt.
Do Aqaby z Amman, stolicy Jordanii, w której mieszka blisko połowa populacji kraju, można dojechać szeroką autostradą. Podróż autobusem potrwa około 4 godziny. Kursują też samoloty z Amman do Aqaby w cenie około 24 EUR.
Jordania jest, więc miejscem gdzie warto wybrać się przynajmniej raz w życiu, a nie wątpię, że wypady nurkowe na kilka razy także przyniosą wrażenia nie do zapomnienia.
Tekst i fot. Rudi Stankiewicz
Copyright © 2007 by Underwater.pl