• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Rozpocznij kurs nurkowania 17.12.2018 lub 07.01.2019 w Warszawie

 

Zadzwoń: 504 16 20 14




2013/10 Wyprawa nurkowa na Filipiny: Malapascua & Moalboal

Tańcząc z kosogonami i sardynkami - Wyprawa nurkowa na Filipiny: Malapascua & Moalboal

Ciepły piasek pod stopami, charakterystyczna tropikalna cisza, wspaniali uśmiechnięci ludzie, krystaliczna woda i bogactwo podwodnego świata, słońce i bezlitosna wilgotność powietrza - to Filipiny - miejsce gdzie można się zatracić.

7107 tajemniczych wysp i wysepek rozrzuconych wśród wód zachodniego Pacyfiku, a wśród nich kryją się cztery przepiękne regiony: Luzon, Mindoro, Palawan oraz Visayas, w których nurkowie rok rocznie odnajdują klejnoty podwodnych Filipin.

Tym razem podczas wyprawy postanowiliśmy zwiedzić region Visayas, który na całym świecie słynie z rozsławionej wyspy Malapascua oraz jej podwodnych skarbów. Malapascua - do końca lat 90-tych znana była tylko z przepięknej miękkiej białej plaży Bounty Beach, ciągnącej się przez całą długość wyspy. Jednakże od czasu odkrycia niewątpliwie przepięknych atutów podwodnego życia w tamtym rejonie, słynie już przede wszystkim z miejsca o nazwie Monad Shoal - podwodnego platou, które regularnie odwiedzają rekiny kosogony. Monad Shoal na Malapascua jest okrzyknięte jednym z 50 najlepszych miejsc nurkowych na całym świecie. Jest to więc pierwszy cel naszej wyprawy. Po kilkunastogodzinnej podróży samolotem (tym razem postawiliśmy szybkie połączenie Emirates!), vanem do portu z Cebu City, a następnie łodzią z portu w Maya na wymarzoną wyspę... Warto było! Bez dwóch zdań! Malpascua jest wyspą marzeń, można na niej zapomnieć o całym świecie i w spokoju oddawać się przyjemności wyjątkowych nurkowań - mając za wsparcie 5 gwiazdkowe centrum nurkowe, które godne jest nawet 6 gwiazdek.

Pierwsze wczesno-poranne nurkowanie na Malapascua. Monad Shoal. Zbiórka 4.45. Ledwo patrzyliśmy na oczy, ale w mgnieniu oka wkładaliśmy pianki, by jak najszybciej spełniły się nasze długo oczekiwane marzenia. Bilans: 4 czy nawet 5 wielkich kosogonów podczas pierwszego nurkowania. Wrażenia - bezcenne. Było tak fajnie, że prawie automat wypadał mi z ust. Niesamowite doznania. Rekiny zawsze dostarczają nutkę elektrycznej emocji...

Ale Malapascua to nie tylko rekiny oczywiście. Co poza rekinami? Dla miłośników makro pod wodą jest okazja by podziwiać masę ślimaków nagoskrzelnych, setki tysięcy kolorowych glasfish, pipefish, trumpetfish, linned i ribbon sweatlips, snaperów, kolorowych (w końcu!) małych i wielkich triggerów, różne odmiany pufferów, ośmiornic, mątw, gigantycznych krabów, krewetek, langust czy innych mieszkańców podwodnego królestwa tj. latająca jaszczurka, kurek czy anemony. Każdy z nas miał swoje małe marzenie by zobaczyć to „coś”... Jednym z takich marzeń były koniki morskie, które nie zawiodły. Koniki morskie czy pławikoniki do tej pory widziałam tak mikroskopijnych rozmiarów, że ledwo można było je dostrzec bez pomocy przewodnika (to chyba tzw. ghost pipefish - jeśli mnie pamięć nie myli i koniki pigmejskie, które idealnie kamuflują swoją obecność). Tym razem mieliśmy szansę obserwować gatunki, które osiągały długość aż 8-12 centymetrów, a ich umaszczenie rozbłyskiwało we wszystkich kolorach tęczy. Widzieliśmy ich chyba kilkanaście, jak nie więcej - za każdym razem wzbudzają bardzo pozytywne emocje. Koniki mają ciężki los, warto pamiętać, że wiele z ich gatunków jest na wyginięciu. Mówi się, że pławikoniki mają właściwości lecznicze, w związku z czym masowo wykorzystywane są w medycynie wschodu, głównie w chińskiej, koreańskiej i japońskiej, co oczywiście jest nielegalne.

3 intensywne dni nurkowe na Malapascua to idealne rozwiązanie. W tym czasie byliśmy w stanie zobaczyć najważniejsze punkty na nurkowej mapie tego rejonu. Poza rozsławionym Monad Shoal na uwagę zasługuje oczywiście Gato Island - wyspa kotów (Gato w języku hiszpańskim to kot), na której urzekły nas podwodne szerokie tunele jaskiniowe Cathedral Cave przez które mogliśmy przepłynąć pod wyspą i obserwować ukrytych w niej mieszkańców tj. mątwy, white tipy, skorupiaki, mureny np. clouded moray, boxfishe, grupery czy nawet niewidzialna i niebezpieczna stonefish.

Ostatnim dla mnie obowiązkowym, wręcz punktem programu na Malapascua były odwiedziny na filipińskim wraku MV Doña Marilyn, o którym dużo wcześniej słyszałam i bardzo chciałam na niego popłynąć. Ten piękny wrak statku transportowo-pasażerskiego zatonął w 1988 roku, w wyniku nierównej walki z żywiołem jakim był tajfun Ruby. Podczas tragedii zginęło 389 osób. Statek filipińskiego przewoźnika płynął z Manili do Tacloban City. Dziś spoczywa na 34 metrach leżąc na prawej burcie, gdzie jego najwyższy punkt znajduje się na ok. 17 metrach. Potężny - długi na 100 metrów i szeroki na 15 - nie pozwala na szybką eksplorację. Doña Marilyn porośnięta jest gęsto żywym miękkim bardzo pięknym koralem, wokół wraku można spotkać pląsające glassfish, batfish, pufferfish, sweetlips, a nawet ławice małych sumów oraz tradycyjnie wiele ślimaków czy rozgwiazd. Widoczność na wraku praktycznie powalająco doskonała dzięki temu, zanurzając się powoli po linie można dostrzec go w całej okazałości - a to uwierzcie mi, robi ogromne wrażenie. Niestety, na wraku mogliśmy zanurkować tylko jeden raz, co jest tak małą namiastką, że trzeba będzie koniecznie tam wrócić, by móc powiedzieć i zapamiętać więcej szczegółów...

Plagą i zmorą na Filipinach są resztki niewidocznych meduz, które są wyjątkowo parzące. Na moje nieszczęście, notorycznie w nie wpadałam, co bardzo utrudniało mi później utrzymanie się na linie w prądzie, gdyż miałam poparzone całe ręce... Ale, od czego ma się w końcu buddiego.

Zmierzamy ku wyspie Cebu. Pięciogodzinna podróż z portu w Maya do Moalboal pozwoliła nam na odpoczynek i niezły luz po trzech bardzo intensywnych dniach nurkowych na Malapascua. Bo to nie lada wysiłek zrobić 10 nurków w 3 dni, ale że ekipa mocna to w zasadzie poszło jak po maśle.

Cebu jest drugą co do wielkości wyspą filipińską, zamieszkałą przez 3 miliony mieszkańców. Otaczają ją z dwóch stron cieśniny Cebu i Tañon. Ze względu na dobre położenie wewnątrz innych wysp, Cebu charakteryzuje łagodny klimat, dzięki czemu na wybrzeżu temperatury nie były odczuwalne aż tak bardzo.  Zatem dojechaliśmy do Moalboal, gdzie rozpoczynamy drugą część naszej wyprawy nurkowej.

Temperatura tutejszych wód w październiku utrzymuje się na poziomie 29 stopni, a widoczność nie spada poniżej 30 metrów. Nigdzie nie widziałam jeszcze tak krystalicznej wody jak w Moalboal. Przejrzystość na prawdę nas zaskoczyła. Długo się nie zastanawiając, po kilkugodzinnym śnie wskakujemy do wody, bo wyzwania przecież czekają... I tu moja prywatna rozpacz! Zablokowały mi się uszy... I ani w lewo, ani w prawo... Trudna decyzja, bo trzeba wyjść z wody. Będąc tak daleko i mając pod wodą tyle do eksplorowania, przy tak krótkim czasie, ciężko wytłumaczyć sobie czasami, że „to nic”... Dwa dni odpoczynku miałam murowane. W tym czasie pozostała część ekipy zaliczała kolejne podwodne cuda natury. Taki los.

Od połowy października centra nurkowe z całego świata gromadzą się tutaj by podziwiać typowe dla tego regionu ławice sardynek, jack fishy i tuńczyków. Filipiny to dom dla ponad 2500 gatunków podwodnego życia, ich eko system jest wyjątkowo bogaty i kolorowy. W Moalboal widać to w szczególności. Rafa koralowa jest w bardzo dobrym stanie. (W przeciwieństwie do rafy na Malapascua, która niestety, ale bardzo ucierpiała od połowów dynamitem) Widać, że jest pielęgnowana i chroniona. Wielobarwna i pełna życia, nie nadszarpnięta przez czas, daje dużo radości podczas nurkowań w czystej wodzie. Pod wodą spotkamy dużo żółwi całkiem pokaźnych rozmiarów. Ewidentnie upodobały sobie ten region. Ponadto mnie zachwycały piękne podwodne formacje skalne, które zapuszczały się w głębiny wielkiego niebieskiego oceanu - hipnotyzujące uczucie, gdy patrzy się w niebieską przepaść...

Wróćmy do sardynek - gdyż jest to jeden z najpiękniejszych widoków jakie do tej pory widziałam pod wodą. Miliony, miliardy krążących sardynek. Chmura pędząca jak szarańcza, zmieniająca kierunek drogi z prędkością światła. Wszystkie w tym samym czasie. Jedna nadaje tempo - cała reszta dostosowuje się do przewodniczki. Srebrzyste, błyszczące w świetle opadającym z nieba, otulone promykami słońca, błyskające, mieniące się jak diamenty z małymi czarnymi oczkami. Fenomenalne! Wręcz fantastyczne przeżycie! Można zapomnieć o swojej pływalności, trymie czy nawet trzymaniu automatu. Można zapomnieć o wszystkim i tylko patrzeć i nie wierzyć... lub wierzyć i płakać ze wzruszenia. Czyste tańczące hipnotyzujące piękno!

W rejonie Visayas można podziwiać okazy od tych najmniejszych do największych. Region ten zdecydowanie różni się od odwiedzonego przeze mnie w ubiegłym roku - Puerto Galera na Mindoro, gdzie w znacznej mierze króluje podwodne wielobarwne i bardzo zróżnicowane życie makro w lekko mętnej zawiesistej wodzie. Ale są też przepiękne miejscówki takie jak Giant Clams - z przeogromnymi małżami, West Escarcio - Hole in the Wall z przecudowną formacją skalną i „dziurą w ścianie” przez którą można przecisnąć się na drugą stronę, czy Manila Channel, przez który można przelecieć w mgnieniu oka w przyjemnym drifcie.

Filipiny są wyjątkowe i magiczne. Czuje się tam dobrego ducha i wszechobecną radość z dnia codziennego. W zeszłym roku opuszczając Mindoro znalazłam na lotnisku monetę o wartości 10 centimo i obiecałam sobie, że za rok wrócę na Filipiny. Tę monetę zachowałam i ta moneta pojechała z nami w kolejną podróż na Filipiny... Trochę magii i przesądów jeszcze nikomu nie zaszkodziło...

Tekst: Małgorzata Wesołowska
fot. Małgorzata Wesołowska, Mariusz Białas, Robert Borzymek

 
Joomla SEF URLs by Artio